Posted in Uncategorized tagi , , , on sierpień 7, 2008 by peczetka

Ona TOma
Ty TOmasz

Ty. Jak skurwysyński sen o niebieskim samochodzie, tak i Ty mnie prześladujesz, choć Cię nie ma.
Jak ja mam to odebrać, skoro to, co było obok Ciebie przechodzi obok mnie, a ja sięgam ręką i jestem tam, gdzie byłeś Ty, widzę to, co i Ty widziałeś… Siedzę w miejscu, gdzie Ty siedziałeś i już nie wiem czy to jawa czy sen, ale nagle wyłaniasz się z pustki, z nicości, siedzisz przy mnie i widzę Twoją twarz, na którą już nie mogę patrzeć, bo ta twarz i wzrok Twój mnie zabija, przeszywa na wskroś.
Mam tego dość, ale jakże mogłabym zapomnieć, zostawić mój seans z własnej woli. Więc może hipnoza? Może elektrowstrząsy? Mam tego dość, ale nie mogę nic zrobić. 19. Każdy jeden dzień, każda jedna chwila. Ty na zawsze, my na nigdy. Liczę te pieprzone sekundy, a one mnożą się w mojej głowie, ocierają się siebie, maja Twoje imię, Twój smak, Twój zapach, a ja już nie mogę, nie mogę tego wytrzymać, chcą roztrzaskać mi czaszkę, zgniatają inne myśli, szumią niemiłosiernie, a ja się topię, topię się w nich, bulgotam ostatnie słowa, a sekundy zaciskają mi się na szyi… Wtedy przychodzi po mnie ciemność, tracę świadomość i już mnie nie ma, nie ma Ciebie, nie ma sekund. Jest pustka. Bezpieczna.

Następnego ranka się budzę i w pierwszych minutach Cię nie ma. Nie pamiętam Cię, bo niepamięć wciąż trzyma mą dłoń, ale puszcza. Puszcza ją bez ostrzeżenia i jakby wymierza mi policzek myślą o Tobie, a ta wypala resztki pustki. Mówi się, że w głowie pustka, a ja te pustkę kocham, bo nie ma Cię w niej. Wszystko inne to Ty, każdego jednego dnia, każdej jednej chwili, każdej jednej sekundy.

Za co zostałam tak ukarana, za grzechy ze wszystkich poprzednich mych żyć? Darujcie mi gwiazdeczki, patrzycie na mnie z góry, co wieczór. Robiłam sobie niedobre rzeczy, ale to wciąż były tylko lekkie pieszczoty, bo teraz mam Ciebie i Ty mnie bolisz, a to coś gorszego niż skalpel, jego ostrze, jego taniec we krwi. Mam Cię pod skóra, w umyśle, duszy, sercu. W każdym jednym oddechu i każdej jednej łzie.

Może to kiedyś się skończy, mówią to poradniki, mówią ludzie. A ja mogę tylko nadzieja się karmić i czekać, czekać, czekać na zapomnienie. Nieskończoność dni? Wierzyłam w to, a teraz się boje, nie chce nieskończoności. W nieskończoność liczyć sekundy, zabijac się Tobą? Wszystko musi się kiedyś skończyć, musze w to wierzyc. Musze wytrwać.

Niedługo wrzesień. Wrzesień i dziewiętnasty jego dzien. Niech Cię szlag. Co przywiodło Ciebie do mojego serca? Co przywiodło mnie do Twojego? Nie, przepraszam, nie chcę rozmawiać o Twoim, bo mnie tam już nie ma. Wymazałeś mnie chyba. Obraziłeś, zbeszcześciłeś jak szmatę, tanią kurwę na jakimś latynoskim zadupiu. Nie uderzyłeś, nie nazwałeś. Wystarczy, ze patrzyłeś, prawda? Że byłeś, że znieważyłeś mnie przed samą sobą , a to boli mnie najbardziej i tego wybaczyć nie mogę. Nic nie mogę ci wybaczyć, a przecież ta myśl o Tobie jest przy mnie w każdej sekundzie.

Chcę odejść stąd w moją pustkę, która mam każdej nocy, bo nie mam o Tobie snów już. Dręczysz mnie tylko w dzien.

Tyle razy pisałam już ostatnie słowa do Ciebie, a przecież ich jeszcze miliony.

Gwiazdy, darujcie mi już. Nie mogę. Nie wytrzymuję. Nie potrafię zapomnieć.

I nie pal. Wiem, ze palisz. Mojego papierosa lekceważąco wyrzuciłeś, zgniotłeś ustnik. Mogłeś mi dać wtedy w twarz, wynik byłby dokładnie ten sam. Nie wiem jak bardzo chciałam Cię wtedy, w wieczór naszego ostatniego spotkania, przytulić.

Stop. Na dziś to już koniec.

Posted in Uncategorized tagi on sierpień 2, 2008 by peczetka

Dobrze mówiłam, bardzo kurwa dobrze.

Mimo, ze stało się to z “tej drugiej strony” to jednak boli, bol, boli.

A zresztą, z jakiej drugiej, ze wszystkich, a wystarczyło tylko jedno popołunie.

Każdy wiedział, ze jestem słaba fizycznie.

Mam nadzieje, ze wszyscy są zadowoleni

Jest kurewsko zajebiscie.

Posted in Uncategorized on lipiec 29, 2008 by peczetka

Kiedys mówiłam ze nic juz nie wiem, ale przeciez wiem i rozumiem i widze, ale co z tego, kiedy polaczyc nic nie moge razem, przeciez wiecie ze zycie to nie puzzle, nie klocki lego nawet.

I nie chce mi sie, autentycznie juz mi sie nie chce, bo zawsze jest tak samo, a po ostatnich słowach już w ogóle, bo tego sie juz nie spodziewalam. Jak to mówią, sztyletem w serce, ale błąd, bo serca nie mam, i nie był to sztylet tylko siekiera.

Nie lubiepisania takiego jak to, bo pisze bez zastanowienia, lee sie ze mnie to wszystko a ja siedze i pisze a przeciez powinnam wziac sie w garsc, już dawno po południiu jest, a ja siedze, siedze. Siedze i mecze.

Jestem głodna i to tez mnie boli, ale zawsze mój psychiczny ból był silniejszy i tak juz chyba zostanie na zawsze. I tak w tym momencie, nie wiem, po prostu nie wiem co jest grane. Danuta H. mówiła przez telefon łagodnie “alluuu”, a potem napiżdżała na Polske, ze ludzie to kurwy, że życie to kurwa, że prawda to kurwa i cały ten kraj, Polskę i Kraków należy pierdolic.

Głos ma senny i mimike ma senną, rano zaczyna zboznie od szklanki wody, a później, juz wieczorem proporcje są całkowiecie odwrócone i Danuta-Wiera pije już sam spirytus.

Widzicie? We mnie też to juz kurwa siedzi, zamieniłam sie w kasete, ktora przeciez nie chce juz byc.

Posted in Uncategorized on kwiecień 25, 2008 by peczetka

Zapach czerwonego str8jta przez zycie bedzie jej towarzyszyl.

.

Jedna kropka. Na znak,ze slow bark. Kropka,, by wyrazic ogrom uczuc sklebionych namolnie w srodku.

.

jedna kropka, by powiedziec przepraszam.

Bo widzicie, my mozemy sie juz tylko przepraszac.

Posted in Uncategorized on kwiecień 7, 2008 by peczetka

Koniec.

Czy to znaczy, ze początek?

Posted in Uncategorized on kwiecień 1, 2008 by peczetka

Kołdra bezsenna.

Kiedy już kubek kakao nie słodzi nam duszy, a miękkie poduszki uwierają budzi się To. Podchodzi ostrożnie, skrada po cichu…

Zastyga i spoglada na Ciebie, a Ty…
Ty chcesz juz tylko zasnac.

Posted in Uncategorized on marzec 29, 2008 by peczetka

Nie bój się mnie, nie użalaj się nade mną. Nie potrzebuję miłosierdzia. Tak jej powiedział, a ona tylko oczy jego wyobraziła sobie. Od pewnego czasu Ona uczuć pozbawiona, rozterki w niej i zakłopotanie, bo chciałaby decyzje podjąć, a nie potrafi. Na straty siebie spisała, świat cały też. W sobie zakochana, a miłości nie zna. Zastanawia się, ale słowa niedobrane nie układają się w zdania. Nic nie wypływa z jej ust. Słucha tylko co mówią i nie myśli o niczym, choć w głowie szum morza bezdennego o milionach liter. Słyszała też “nie wypalaj się”. A przecież ona już dawno płomień zgasiła krwią i łzami o smaku czekolady. Noce bezmyślne, przy blasku świecy, gdy czas płynie wolniej, gdy na sen ochoty brak.

Ona chciałaby zostać porwana. Bez zbędnych ckliwości, brutalnie, bez namysłu. Porwanie przez mężczyznę. Bez białego konia, bez zbroi, bez włosów blond szlachetnie spływających na czoło. Bez wielkich słów, ale na zawsze. Związek wymarzony z domem z żetonami, bo z nią jak z żadnym innym człowiekiem życia doświadczyć masz szansę. Ona wolności potrzebuje, bo z wolności się zrodziła.

Zakładniczka emocji niepokornych, co wokół niej zasiane. Niech to szlag, mówi do siebie, nad papierosem o duszy pomiętej.

Posted in Uncategorized on marzec 28, 2008 by peczetka

Zagubiona, jak dziewczynka mała. Zapatrzona w okna bezmyslne o wystraszonej szybie. Ramionami kolana ogarnia i głowę pochyla wsrod lez.

Czasu jej brak, by mysli poukladac.

Wtula glowe w poduszke i juz nie broni sie przed lkaniem.

Posted in Uncategorized on marzec 25, 2008 by peczetka

Miasto o milionach twarzy z których dwie tylko wyjątkowe, wpatrzone w przeciwległe strony, by tylko spojrzeniami się nie zderzyć, bo serca żal im rozerwie, za chwile niewydarzone, które miały byc.
Ona, z jej krokiem chwiejnym, zawieszona w czasie zmiennym, spojrzeniem ucieka, ukrywa. On, racjonalnie, spojrzeniem Ją mierzy i czytać próbuje, a przecież Ona to nie książka jakaś.
Odnaleźli się na nowo, obarczeni wyrzutami. Myśli niespokojne w głowie poplątane. Umysłu zakątki wołające o samotność.

Szukając rozwiązani, którego nie ma naprawdę. Dwoje obcych ludzi, którzy przelotnie kochali się namiętnie. Kilka chwil rozgrzanych w ogromie zimnego świata. Myśli radosne o poranku, uśmiechy ukradkowe i przytulanie, gdy tylko ochota. Momenty w skończoności świata. On, najważniejszy wciąż, a przecież nie powinien. Koszmar pomieszany z bajką. Podobno seans się nie kończy, ale ten trwać dłużej nie powinien. Teraz, dziś, w tej chwili wolałabym by On nigdy nie istniał.

Posted in Uncategorized on marzec 21, 2008 by peczetka

Czułam, wiedziałam. To musiało się wydarzyc. Szkoda, że w taki sposób. Nie tak powinno o wyglądac.

Zostałam bez Niego.