Ona TOma
Ty TOmasz
Ty. Jak skurwysyński sen o niebieskim samochodzie, tak i Ty mnie prześladujesz, choć Cię nie ma.
Jak ja mam to odebrać, skoro to, co było obok Ciebie przechodzi obok mnie, a ja sięgam ręką i jestem tam, gdzie byłeś Ty, widzę to, co i Ty widziałeś… Siedzę w miejscu, gdzie Ty siedziałeś i już nie wiem czy to jawa czy sen, ale nagle wyłaniasz się z pustki, z nicości, siedzisz przy mnie i widzę Twoją twarz, na którą już nie mogę patrzeć, bo ta twarz i wzrok Twój mnie zabija, przeszywa na wskroś.
Mam tego dość, ale jakże mogłabym zapomnieć, zostawić mój seans z własnej woli. Więc może hipnoza? Może elektrowstrząsy? Mam tego dość, ale nie mogę nic zrobić. 19. Każdy jeden dzień, każda jedna chwila. Ty na zawsze, my na nigdy. Liczę te pieprzone sekundy, a one mnożą się w mojej głowie, ocierają się siebie, maja Twoje imię, Twój smak, Twój zapach, a ja już nie mogę, nie mogę tego wytrzymać, chcą roztrzaskać mi czaszkę, zgniatają inne myśli, szumią niemiłosiernie, a ja się topię, topię się w nich, bulgotam ostatnie słowa, a sekundy zaciskają mi się na szyi… Wtedy przychodzi po mnie ciemność, tracę świadomość i już mnie nie ma, nie ma Ciebie, nie ma sekund. Jest pustka. Bezpieczna.
Następnego ranka się budzę i w pierwszych minutach Cię nie ma. Nie pamiętam Cię, bo niepamięć wciąż trzyma mą dłoń, ale puszcza. Puszcza ją bez ostrzeżenia i jakby wymierza mi policzek myślą o Tobie, a ta wypala resztki pustki. Mówi się, że w głowie pustka, a ja te pustkę kocham, bo nie ma Cię w niej. Wszystko inne to Ty, każdego jednego dnia, każdej jednej chwili, każdej jednej sekundy.
Za co zostałam tak ukarana, za grzechy ze wszystkich poprzednich mych żyć? Darujcie mi gwiazdeczki, patrzycie na mnie z góry, co wieczór. Robiłam sobie niedobre rzeczy, ale to wciąż były tylko lekkie pieszczoty, bo teraz mam Ciebie i Ty mnie bolisz, a to coś gorszego niż skalpel, jego ostrze, jego taniec we krwi. Mam Cię pod skóra, w umyśle, duszy, sercu. W każdym jednym oddechu i każdej jednej łzie.
Może to kiedyś się skończy, mówią to poradniki, mówią ludzie. A ja mogę tylko nadzieja się karmić i czekać, czekać, czekać na zapomnienie. Nieskończoność dni? Wierzyłam w to, a teraz się boje, nie chce nieskończoności. W nieskończoność liczyć sekundy, zabijac się Tobą? Wszystko musi się kiedyś skończyć, musze w to wierzyc. Musze wytrwać.
Niedługo wrzesień. Wrzesień i dziewiętnasty jego dzien. Niech Cię szlag. Co przywiodło Ciebie do mojego serca? Co przywiodło mnie do Twojego? Nie, przepraszam, nie chcę rozmawiać o Twoim, bo mnie tam już nie ma. Wymazałeś mnie chyba. Obraziłeś, zbeszcześciłeś jak szmatę, tanią kurwę na jakimś latynoskim zadupiu. Nie uderzyłeś, nie nazwałeś. Wystarczy, ze patrzyłeś, prawda? Że byłeś, że znieważyłeś mnie przed samą sobą , a to boli mnie najbardziej i tego wybaczyć nie mogę. Nic nie mogę ci wybaczyć, a przecież ta myśl o Tobie jest przy mnie w każdej sekundzie.
Chcę odejść stąd w moją pustkę, która mam każdej nocy, bo nie mam o Tobie snów już. Dręczysz mnie tylko w dzien.
Tyle razy pisałam już ostatnie słowa do Ciebie, a przecież ich jeszcze miliony.
Gwiazdy, darujcie mi już. Nie mogę. Nie wytrzymuję. Nie potrafię zapomnieć.
I nie pal. Wiem, ze palisz. Mojego papierosa lekceważąco wyrzuciłeś, zgniotłeś ustnik. Mogłeś mi dać wtedy w twarz, wynik byłby dokładnie ten sam. Nie wiem jak bardzo chciałam Cię wtedy, w wieczór naszego ostatniego spotkania, przytulić.
Stop. Na dziś to już koniec.